http://www.pomocdominikowi.ecom.com.pl/
Dominiś

Kocham Cię Synku :-* !!!


Dzień 12 listopada 2001 roku był najgorszym koszmarem,którego nie życzyłabym nawet najgorszemu wrogowi. ...

Mój były mąż zabrał Dominika z przedszkola i pojechał w odwiedziny do swojej siostry. Tak chyba miało być,ponieważ nigdy wcześniej nie odbierał go z przedszkola. Była godzina 18.55.....

Chyba najgorsza godzina w moim życiu ....

Nagle jakiś samochód zaczął jeździć w tą i z powrotem ,najpierw na podwórko do teściowej ,później szybko w stronę cmentarza i tak ze 3 razy... Przeczuwałam że coś się stało ,ponieważ Dominik od godziny powinien być w domu. Byłam niespokojna coraz bardziej .... Odruchowo zadzwoniłam na pogotowie. Padło pytanie : Dobry Wieczór ! Ja mam takie nietypowe pytanie...Czy na trasie O****** - S******** zdarzył się dziś jakiś wypadek ?? Miałam nadzieje że dyspozytorka zaprzeczy ... Ale usłyszałam że TAK !! Nie potwierdzając już danych ofiar wypadku Wykrzyczałam :


- A było tam dziecko ??? Co z moim dzieckiem ...?!


Również spodziewałam się innej odpowiedzi...

Ale usłyszałam ,że dziecko ma uraz głowy i zostało przewiezione natychmiast do specjalistycznego szpitala dziecięcego. Byłam już pewna że to    Dominik...

Przeleciało mi przez myśl ze ten samochód jeżdżący w tą i z powrotem to brat mojego byłego męża ...

Tylko dlaczego nikt nie powiadomił mnie - matki dziecka..!?!.....

Dlaczego musiałam bazować na swoim przeczuciu...?!.....

Czy aż tak była teściowa mnie nienawidzi ... ?! ..........

Nie miałam czasu na dłuższe rozmyślanie o tym wtedy... Musiałam dostać się jak najszybciej do mojego małego synka !

Nawet nie zauważyłam ,że wybiegłam z domu w kapciach....

Był 12 Listopada a ja nie czułam zimna....

Odruchowo pobiegłam do swojej przyjaciółki na drugi koniec wsi....
Zaczęło sie bieganie i szukanie transportu aby dojechać do dziecka ponad 50 km. Bieganie po wsi od domu do domu.. ( Dobrze ze Ona była przy mnie bo nie wiem co sama bym zrobiła) Znalazłyśmy  transport i pojechaliśmy. Po drodze mijaliśmy samochód byłego męża...

Pamiętam jak wtedy pomyślałam sobie ,ze nie wygląda źle to i pewnie synek też nie ma dużych obrażeń,ale chciałam jak najszybciej być przy nim, bo może płacze... , może  się boi....

Przecież on miał dopiero 3 latka...!!!

Droga dłużyła się niemiłosiernie choć licznik rzadko schodził poniżej 150 km/h.. W końcu dotarliśmy do szpitala. Kiedy wpadłam do szpitala od razu pobiegłam na chirurgię-prosto do gabinetu lekarskiego. Na wstępie wykrzyczałam ze nie obchodzi mnie,że jest tak późno i że ja zostaję przy synu... Lekarz mnie uspokoił i powiedział ze nikt mnie nie wygoni. Dowiedziałam się też ze synek ma złamaną szczękę i stłuczenie głowy z wgnieceniem. Zażądałam tomografii głowy.... Okazało się ze to wgniecenie nie było poważne... Pozwolono mi pójść do dziecka. To co zobaczyłam na sali....

......to było straszne...!!!

Moj malutki Dominiś w całym mnóstwie przeróżnych kabli i jakiś aparatów,wszystko tam migało,wydawało jakieś dziwne dzwięki....Monitory pokazywały wszystkie jego funkcje życiowe....

Dominik Spał...........

Miał całą buzię spuchnięta............

To był straszny widok.............

Ale koszmar miał nastąpić później.. W 3 dobie kiedy dotknęłam jego nogi coś mi nie pasowało... Nie zachowywały się jak nogi....

leciały bezwładnie na boki.....

Powiadomiłam lekarzy...Zrobił się wielki zamęt..lekarze biegali Zabrali Dominika na prześwietlenie kręgosłupa...Pamiętam jak czekałam na wynik...Serce waliło mi jakby chciało z klatki wyskoczyć. Wynik był dobry-złamania nie było. Następnym badaniem był rezonans magnetyczny.

Znowu czekanie...

Tym razem po badaniu pielęgniarka z grobową miną powiedziała ze za chwilę ordynator mnie wezwie.

Rozpłakałam się od razu...

Wiedziałam ze jak ordynator wzywa po badaniu to jest źle....

Nie myliłam się !!!

Usłyszałam wyrok....

przerwany rdzeń kręgowy.....


WÓZEK INWALIDZKI !!!


Świat mi się zawalił...

Przez głowę przebiegały miliony myśli a szczególnie jedna...Jak ty sobie teraz poradzisz sama.. ? Ordynator kazał się natychmiast wziąć w garść dla dobra dziecka,mówiąc,że jeśli będę tak się zachowywała to tylko zaszkodzę dziecku,że Dominiś i tak jest nieszcześliwy i nie powinnam przy nim płakać bo będzie myślał,że to jego wina... A jeśli tego nie zrobię to niestety dla dobra dziecka nie powninnam przy nim przebywać... Dodał też ze to jest szczęście w nieszczęściu ponieważ brakowało dosłownie kilku milimetrów aby Dominik został rośliną.

Cóż było robić.....???

Musiałam uśmiechać sie przez łzy i udawać,że nic sie nie stało... Kiedy nie wytrzymywałam  i płakałam, tłumaczyłam synkowi ,że bardzo boli mnie głowa i wychodziłam na chwilę pod pretekstem zejścia do apteki po tabletki przeciwbólowe...

Po powrocie Dominiś zawsze troskliwie pytał:

-Nie boli Cię już główka mamusiu...?

Chciało mi się wyć z rozpaczy,ale nie mogłam...

Nadszedł czas, kiedy musiałam powiedzieć rodzinie o wynikach rezonansu....

Pojechałam do domu aby ich powiadomić ...

Weszłam do teściowej,ze łzami w oczach..

Nie ważne było ,że ona się do mnie nie odzywa...., że mnie nienawidzi.....

Przecież to babcia mojego Dominika i ma prawo wiedzieć,że jej wnuk nie będzie chodził...
A może po cichu liczyłam że ta tragedia na zawsze zaprzepaści jej nienawiść do mnie.......


Szybko jednak pożałowałam tego,że postanowiłam jej powiedzieć.. Zamiast wesprzeć mnie w tej tragedii , powiedzieć choćby : - Nie martw się,będzie dobrze ona spojrzała wściekłym wzrokiem i wysyczała :

- Dobrze ci tak cholero !!!  .......


Tego wzroku nie zapomnę nigdy...


Przecież to jej syn zrobił z dziecka kalekę .. !

Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę... Jednak to nie było w stanie wytrącić mnie z równowagi.. Chyba zobojętniałam już na wszystko... Najważniejsze było teraz moje dziecko... !!! Tylko mój mały Dominiś się w tym momencie liczył ...

Poszłam w kierunku drzwi,jednak tuż przed drzwiami ,odwróciłam sie i cicho powiedziałam :

- Niech ci Bóg wybaczy co powiedziałaś, i dziekuj Mu że to nie twój syn będzie siedział na wózku bo może wtedy zrozumiałabyś co to jest za tragedia dla matki...

Wyszłam. Nie miałam siły ani ochoty patrzeć na nią. Zresztą nie mnie oceniać ....Chciałam być wtedy sama.

Ta tragedia wzmocniła mnie psychicznie i może to się wydaje dziwne ale codziennie dziękuję Bogu ze to tylko tak się skończyło...Przecież jakby to przeanalizować to  mogłam mieć w domu roślinę której życie podtrzymuje respirator ! Miewam czasem swoje chwile załamania -jak każdy ale zawsze podnoszę się i idę dalej. Ja mam dla kogo żyć! A żyć muszę choćby dlatego ze moje dzieci mają tylko mnie a Dominik sam sobie nie poradzi..



Napisałam cały przebieg zdarzeń po wypadku oraz moje odczucia aby każdy mógł choć w części zrozumieć co czułam i czuję i jak mi jest ciężko.



Dziś Dominik ma 14 lat. Porusza się całkiem sprytnie na wózku inwalidzkim.Nie kontroluje jednak swoich potrzeb fizjoligicznych-wymaga cewnikowania i rehabilitacji. A tym samym całodobowej opieki.Jest także dzieckiem alergicznym,chorującym na często nawracające infekcje górnych dróg oddechowych. Dominik ma porażone mięśnie między żebrowe i ma słaby odruch kaszlowy. Przy każdej infekcji istnieje zagrożenie dla życia... Pomimo tego wszystkiego Dominik jest wesołym chłopcem ,który dobrze się uczy. Jest miły, koleżeński i dobrze wychowany. Niestety przez swoją niepełnosprawność ma ograniczony dostęp do wszystkiego.Ja chciałabym aby on jak najczęściej wyjeżdżał w różne miejsca  bo to jest jego jedyna szansa aby zwiedził cokolwiek i poznał przyjaciół. Do tego medycyna idzie do przodu i pojawiają się możliwości ułatwienia życia takim osobom jak mój Dominiś. A i naprawienie uszkodzonego rdzenia kręgowego już jest coraz bliższe. Nasi naukowcy nie próżnują!


Ja nie pracuję ,ponieważ cały swój czas poświęcam Dominikowi i jego młodszej siostrze. Jest nam bardzo ciężko,ale wiemy ze mamy tylko siebie na wzajem i to dodaje nam niesamowitej siły.

Dziś i ja mam ogromne problemy -  z kręgosłupem, z tym że jestem zdana sama na siebie.

Niedawno pomyślałam aby syna przekazac pod opieke ojca i zając sie leczeniem siebie i swojego zniszczonego  kręgosłupa lecz szybko zrezygnowalam,albowiem na pytanie dziecka kiedy tata zamierza sie nim zająć odpowiedzial Mu  :


cyt.:  Zrozum Dominik ,Ja mam wlasne życie...


No nic.... poradzimy sobie jak zawsze.

JAK WESPRZEC ?

Fundacja Balian Sport


BANK PEKAO SA O/Poznań

77124066091111001043190503

z dopiskiem:

Dominik Kołodziejczyk



JAK NAS WESPRZEĆ NIE PONOSZĄC KOSZTÓW ?

 

Wystarczy w swoim zeznaniu podatkowym  wpisać w pole Darowizna  1% Nazwę Fundacji i KRS;

W naszym przypadku to:


Fundacja Balian Sport

KRS 0000069890


z dopiskiem:


Dominik Kołodziejczyk

Zapraszam wszystkich do pomocy!

Za okazaną pomoc z całego serca dziękuję w imieniu swoim oraz Dominika!

Oto wzór jak przekazać 1% :

PIT - wycinek 2014


Tak ćwiczy Dominik :

 

http://www.youtube.com/watch?v=7mH6I96Vn74

 

 

// -->

Wpisz treść wiadomości.
Wpisz swój adres email.Przepisz kod z obrazka.